Ostatnie działania google pokazują jak słabo idą zmiany algorytmu google i jak dobro ludzi (użytkowników przeglądarki) zostaje powoli zepchnięte kosztem walki z pozycjonerami i chęcią zysku. Ale po kolei…
1. W ostatnich dniach kwietnia google wdrożyło nowy algorytm pod nazwą „Pingwin” – na forach zawrzało. Pozycję diametralnie się zmieniły. Czy na lepsze? W bardzo wielu przypadkach w miejsce tematycznych stron pojawiły się zaplecza, precle – strony które miały promować te docelowe strony… ale jako, ze google wyciął je, w efekcie światło dzienne ujrzały te gorsze serwisy. Z punktu widzenia by „dokopać” pozycjonerom – OK, pewnie się trochę udało. Ale czy ludzie na tym zyskali widząc niskiej jakości strony? No raczej nie – ale bubel googla niestety skupił się na wycinaniu pozycjonowanych stron, a nikt nie pomyślał co się ma pojawić w miejscu wyciętych, przesuniętych na dalekie pozycje stron. Wszyło nie ciekawie… ale nie pierwszy raz.
2. Kilka dni temu google kolejny raz pod publikę (wcześniej było to samo głównie z porównywarkami i kilkoma innymi serwisami) wyciął kilka dużych pozycjonowanych stron – m.in. Banku Milenium, Play. Było to działanie ręcznego filtra – co kolejny raz potwierdza niesprawność algorytmów google – przynajmniej w tej kwestii. By zaraz po wdrożeniu nowego algorytmu – musieć znów bawić się w „ręczne robótki”. I kolejna sprawa priorytetów dla google – osoby wpisujące „bank milenium” / „play” nie widzą stron które szukają – ale google nie stawia dobra użytkowników googla na pierwszym miejscu, tylko by „dokopać” pozycjonerom.
Do czego to zmierza? No niestety, jeżeli akcje się będą powtarzać i działać na coraz większą skalę – dojdzie do tego, że ktoś chcąc znaleźć np. firmę XYZ wpiszę ją np. w binga… bo pomyśli „bo w google pewnie znowu się nie wyświetli”. Trochę, szkoda – że idea google – by skupiać działania dla dobra użytkownika, skupia się na tym – by zniechęcić firmy do pozycjonowania i zachęcić je do korzystania z jedynej słusznej reklamy w wyszukiwarce… czyli AdWords.
Rozumiem taki model biznesu, że muszą na tym zarabiać – ale teraz zaczyna to wyglądać, tak – że dążą do tego po trupach. A sprytna konkurencja może to wykorzystać.